Psychoterapia nastoletniej córki…

„Gdy matka żyje samotnie z córką, zawsze istnieje możliwość zmieszania – przynajmniej częściowo – ich tożsamości. To doświadczenie intymnego kontaktu może zapewnić każdej ze stron istotną przyjemność narcystyczną [potwierdzanie własnej wartości – przyp. red], poczucie bezpieczeństwa i ukojenie, ale w ostatecznym rozrachunku zazwyczaj prowadzi do łez – przede wszystkim wtedy, gdy jedna z tych osób zaczyna angażować się emocjonalnie w inne relacje.

W inspirującym artykule o symbiozie matki i córki Halberstadt-Freud (1989) stwierdza: „nawet w normalnym rozwoju separacja matki i córki wydaje się stwarzać więcej problemów niż matki i syna. Identyczność płci, istniejące między tymi osobami podobieństwa oraz brak różnicy sesksualnej dostarczają wystarczająco wielu okazji do wzajemnjej identyfikacji bez psychicznej separacji. Taja pierwotna identyfikacja uniemozliiwia powstanie odrębnej tożsamości i indywidualności”.

17-letnia Zoe zgłosiła się do nas [Oddział Terapii Nastolatków Kliniki Tavistock, Londyn – przyp. red.], prosząc o kilka konsultacji. Napisała bardzo krótki list, w którym stwierdzała, że odczuwa silną presję i nie jest w stanie podtrzymać dobrych stosunków z matką. Oznajmiła, że chciałaby jak najszybciej z kimś porozmawiać. O naszej poradni dowiedziała się od szkolnej koleżanki. Kiedy się spotkałyśmy, Zoe powiedziała mi, że jest jedynaczką oraz że czuje się bardzo zalękniona i źle sypia. Uważała, że ma to związek z napięciami między nią i matką. Następnie zaczeła szczegółowo opisywać matkę; dowiedziałam się, że jest ona bardzo utalentowaną kobietą i pełni funkcję dyrektora lokalnej szkoły podstawowej, ciesząc się ogromnym szacunkiem rodziców i uczniów. Jako małe dziecko Zoe uczęszczała do klasy, której wychowawcą była właśnie jej matka. Powiedziałam, że dziewczyna jest wyraźnie dumna z matki i że zastanawiam się, jaki to może mieć związek ze zgłaszanym przez nią problemem. Nagle, ku mojemu zaskoczeniu, Zoe wybuchła płaczem, tak jakby moje pytanie wyrwało ją z nostalgicznego zamyślenia i pchnęło ku dyskomfortowi chwili obecnej. Podałam jej chusteczki, które stały między nami na stoliku. Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się we mnie, a następnie otarła łzy dłońmi. Uświadomiłam sobie, że podając jej chusteczki, wykonałam matczyny gest – tak jakbym działała wbrew naturalnej kolejności, przedwcześnie i nazbyt intymnie.

Gdy spotykają się dwie obce osoby, duże znaczenie mają pierwsze minuty ich kontaktu, które często można zrozumieć dopiero z perspektywy czasu. Później zdałam sobie sprawę, że ostatnią rzeczą, której Zoe ode mnie potrzebowała, było wykonanie konwencjonalnie macierzyńskiego gestu. W rzeczywistości czuła się coraz bardziej więziona w domu, ponieważ matka nieustannie przejawiała zainteresowanie wszystkimi jej działaniami, a zwłaszcza jej życiem towarzyskim. Miarka „przebrała się”, gdy wyszło na jaw, że matka usłyszała od mamy najlepszej przyjaciółki Zoe, iż pacjentka spotyka się z chłopakiem – na tę nowinę zareagowała, kładąc paczkę prezerwatyw na nocnej szafce córki. (…)

W sytuacji przedstawianej przez Zoe rozpoznałam schemt często spotykany w pracy z nastolatkami. Czasami opisują oni domową atmosferę, w której rodzic działa niczym detektyw, przeżywa wiele obaw i pozostaje czujny na najdrobniejsze oznaki zmiany i nieznaczne aluzje lub wskazówki świadczące o tym, że dzieje się coś złego. Jednocześnie nastolatek zachowuje się w tajemniczy i wymijający sposób, wskutek czego wzmaga podejrzenia rodzica. Każda ze stron wydaje się zachowywać tak, jakby za chwilę miało dojść do wykrycia przestępstwa; w rzeczywistości jednak żadne przestępstwo nie istnieje, jest tylko sytuacja, w której dwoje ludzi – tak dobrze znających siebie nawzajem – musi zrezygnować z prawa dostępu do drugiej osoby oraz nauczyć się znosić wzajemną odrębność i prywatność. W bardzo małej rodzinie sytuacja ta może być doświadczana jako zdrada.”

(cytat z książki pt. Przetrwać dojrzewanie pod red. Robina Andersona i Anny Dartington)

Zostaw komentarz