Pierwsza konsultacja psychologiczna dziecka…

Jasia, chłopczyka w wieku 3 lat i 2 miesięcy, poznałam na korytarzu poradni w Instytucie Matki i Dziecka. Jasio biegał i wykrzykiwał coś niezrozumiale. Zaczepiłam go, śmiejąc się do niego i wtórując mu w okrzykach. Jasio zatrzymał się, za­milkł, zasłonił buzię rączkami i tak zasłoniętą twarz położył na krześle, przy którym stanął. Ukucnęłam przy nim i mówiłam do niego o nim, ale nie reagował na moje słowa, cały czas trzymając zasłoniętą twarz na krześle. W fotelach, oddzielonych jednym krzesłem od tego, przy którym zatrzymał się Jasio, siedziało dwoje dorosłych ludzi, mężczyzna i kobieta. Nie rozmawiali ze sobą. Ponieważ chłopiec wyraźnie nie miał ochoty na kontakt ze mną, zaproponowałam mu, żeby wybrał sobie jakieś zabawki w moim gabinecie. Jednak i na to nie zareagował. W końcu powiedziałam mu, że idę poszukać Jasia, z którym jestem umó­wiona. Wtedy kobieta siedząca w fotelu powiedziała: „To on”. (…) zaprosiłam wszystkich troje do gabinetu, do którego Jasio wszedł trzymany przez matkę za rękę. W ga­binecie matka puściła rączkę syna, który stanął bez ruchu przy piaskownicy (1). Przedstawiłam się Jasiowi, powiedziałam także, że jestem psychologiem, i wyjaśniłam, co to znaczy. Spojrzał na mnie, a potem, na regał stojący w przeciwległym rogu pokoju, powiedział: „Nie ma” i jeszcze coś niezrozumiałego. Odrzekłam, że nie rozumiem, co do mnie mówi, żeby postarał się powiedzieć to tak, żebym zrozumiała, ale Jasio powtarzał jedynie: „Nie ma” i – bez żadnych zmian w intonacji czy artykulacji – te niezrozumiałe dla mnie słowa. Zaproponowałam, żeby mi po­kazał, o co mu chodzi, bo chciałabym go zrozumieć, ale nie zrobił żadnego gestu. Podszedł do stolika, usiadł na krzesełku i zaczął układać leżące na nim litery z gąbki, mające wycięcia umożliwiające łączenie liter w dowolny sposób. Kiedy Jasio układał, ja robiłam komentarze do tego, co robi, lub do przed­miotów, które wybierał. Jasio mówił coś tak niezrozumiale, że nie udało mi się wyłowić z tego ani jednego słowa. Miałam poczucie, że nie mówi do mnie, tylko „mówi”, aby „mówić”, i że nie zależy mu na tym, abym go rozumiała. Powiedziałam mu, że mówi niewyraźnie być może dlatego, żebym go nie rozumiała. Wtedy przestał mówić w ogóle i ja też zamilkłam, siedząc obok i patrząc na niego. Kiedy miałam poczucie, że chłopczyk „odciął” się ode mnie i jest zupełnie samotny w swo­jej aktywności, powiedziałam mu, że przesiadam się na fotel, żeby porozmawiać z jego rodzicami. Wtedy Jasio, patrząc w ścianę i uśmiechając się, powiedział niezrozumiałe dla mnie zdanie. Jego ojciec zareagował, wyjaśniając mi, że Jasio mówi zdanie wypowiadane przez zająca z kreskówki, którą ma na kasecie wideo. Dowiedziałam się także, że „Nie ma” oznacza imię chłopca i że to, co mówił, kiedy siedziałam obok niego przy stoliku, to także były repliki zdań wypowiadanych przez postaci zwierząt z kreskówek. Gdy rozpoczęłam rozmowę z jego rodzicami, Jasio zaczął wydawać głośne, gardłowe dźwięki, które robiły na mnie wrażenie zagłuszania rozmowy, lecz były zrozumiałe dla jego rodziców – były to wypowiedzi jego ulu­bionych zwierzątek z kreskówek. Chłopczyk mówił „w prze­strzeń”, nie adresując tych wypowiedzi do nikogo w gabinecie. Po chwili przestał mówić i zajął się ponownie układaniem w sze­reg przedmiotów leżących na stoliku. (…)

Mowa Jasia była „dziwaczna” nie tylko dlatego, że to, co mówił, było zupełnie niezrozumiałe, tak że wymagało „tłumacza”, którym byli jego ojciec albo matka. „Dziwaczność” polegała tu przede wszystkim na tym, że chłopiec w ogóle nie mówił od siebie, a jedynie powtarzał zdania, które kiedyś zostały wypowiedziane przez kogoś innego – przez bohaterów kreskówek. Były to zdania nieadresowane, niepozostające w związku z sytuacją, ale pełniące bardzo określoną funkcję – dzięki tym wypowiedziom chłopczyk „był” w gabinecie w obecności rodziców i obcej sobie osoby. Istniał – tak jak Echo – głosowo. „Odpowiadał” na to, co mówiłam do niego, i przestał „odpowiadać”, kiedy zrobiłam komentarz na temat sposobu jego mówienia. Potem znowu „odpowiadał” mi, gdy powiedziałam mu, że porozmawiam z jego rodzicami. Zareagował „mówieniem”, starał się zaistnieć głosowo, kiedy poczuł się pozo­stawiony sam sobie przy stoliku, podczas gdy ja przesiadłam się na fotel stojący między jego rodzicami. Miałam wrażenie, że to jego „mówienie” pełni funkcję „zagłuszania” naszej rozmowy, ale pełniło ono tę funkcję tylko o tyle, o ile służyło jego głosowemu zaistnieniu wśród nas -jego rodziców i mnie. Nie powtarzał tego, co mówili jego matka czy ojciec, ale zdania ulubionych postaci z kreskówek, czyli nie osób z najbliższego mu otoczenia społecz­nego, ale animowanych zwierząt z ekranu telewizora. (…)

Zobaczmy, co o dziecku, które nazywa się „Nie ma”, mówią jego rodzice. Jasio jako niemowlę był spokojny. Matka karmiła go piersią przez 12 miesięcy. Został odstawiony od piersi ze względu na to, że matka była w ciąży. Kiedy urodziła się jego siostra (miał wtedy półtora roku), „zmienił się bardzo”. Zmiana polegała na tym, że domagał się piersi, chciał zrzucić siostrę z kolan matki podczas karmienia, był zazdrosny o siostrę i bywał w stosunku do niej agresywny. Rodzice nie mogli sobie przy­pomnieć, czy Jasio mówił coś przed urodzeniem się siostry, czy używał kiedykolwiek gestu. Matka z wysiłkiem przypomniała sobie, że Jasio pokazywał rączką przedmioty stojące wysoko, tak że musiała się domyślać, o co mu chodzi. Zdaniem matki Jasio jest bardzo porządny – wszystko musi być na swoim miejscu, tj. kładzie na miejsce rzeczy pozostawione byle gdzie przez matkę lub ojca, sprząta zabawki, kiedy przestaje ich uży­wać. Zdaniem ojca Jasio „najpierw myśli, a potem robi”, za­stanawia się. (…)

Matka Jasia nie pracuje zawodowo, jest w domu z dziećmi. Czyta Jasiowi książeczki, a poza tym „on bawi się sam” – zda­niem matki nie lubi i nie umie bawić się z dziećmi. Kiedy Jasio miał dwa lata, rodzice zapytali pediatrę (podczas bilansu), dla­czego Jasio nie mówi. Pediatra poinformował ich, że chłopcy zaczynają mówić później aniżeli dziewczynki. Miesiąc przed wizytą u mnie – Jasio miał wtedy 3 lata i l miesiąc – zgłosili się z Jasiem do audiologa, ponieważ przypuszczali, że Jasio nie słyszy. Propozycję wizyty u psychologa długo rozważali, bo, „jak może psycholog zbadać tak małe dziecko”. Zdaniem matki Jasio „rozwija się normalnie”, tylko denerwuje się, tj. krzyczy, kiedy rodzice nie rozumieją tego, co mówi. Matka stwierdza, że chłopiec zazwyczaj „mówi w przestrzeń”, nie zwraca się ani do ojca, ani do matki, wypowiada „wyłącznie zdania zasłyszane w kreskówkach” i wtedy się śmieje. (…)

Istnienie Jasia – Echa ujawniło się wtedy, kiedy mówiliśmy ja lub jego rodzice. To bardzo specyficzne istnienie – przez głosowe „istnienie Innym”, w dodatku żadną żywą osobą, tylko animowanym rysunkiem. Jednakże mówi to nam coś o tym, z kim Jasio – Echo pozostaje w związku emocjonalnym: z po­stacią ze szklanego ekranu. Ten związek z animowanym rysun­kiem i możliwość „przywołania” go głosem pełnią funkcję po­twierdzania istnienia Innego (ale nie dla tej osoby), a tym samym chronią Jasia przed poczuciem samotności. Nie jest wtedy sam, lecz w „towarzystwie” najbliższych mu postaci.

Przy takim rozumieniu zachowania Jasia jego rozwój mowy przestaje być „dziwaczny”. Jest to rozwój mowy dziecka unices­twianego i unicestwiającego się w swym osobowym istnieniu. Takie zachowanie jest wyrazem bardzo poważnych zaburzeń w kształtowaniu się osobowej tożsamości. Tożsamość tę kon­stytuuje jedyny dostępny mu element ludzkiego wyposażenia, a mianowicie ludzki głos, a bardziej szczegółowo – słowa wy­powiadane ludzkim głosem przez animowany obiekt. Można powiedzieć, że głos Jasła mówiący cudze słowa jest nim samym, to jego tożsamość. „Mówienie” Jasia nie pełni funkcji komuni­kowania się z innymi ludźmi, wyrażania siebie w kontakcie z innymi osobami, lecz wyłącznie doświadczania własnego ist­nienia i obrony przed samotnością wśród ludzi. (…)

(1) Duża piaskownica stanowi jeden z elementów wyposażenia gabinetu psychologa.

(cytat z książki Mariny Zalewskiej Krewni i Znajomi Edypa z rozdziału Echo – czyli jak być nie istniejąc)

Zostaw komentarz